„Irlandia wstaje z kolan” Marta Abramowicz

„Irlandia wstaje z kolan” Marta Abramowicz | fot. Jeden akapit
17 marca to dzień św. Patryka. Święto Irlandczyków i Irlandii, kraju Celtów, Guinnessa i – bliskiego rytmowi mego serca – tańca irlandzkiego. Ale Zielona Wyspa ma w swojej historii również mroczne karty, a w te w XX wieku ogromny wkład miał Kościół katolicki. To nie tylko opowieści o wielu nadużyciach, których dopuściła się ta instytucja na swoich wiernych, ale też droga – kamienista i wyboista – którą kraj przeszedł od bezrefleksyjnej bogobojności do wiary na własnych zasadach. To też opowieści o ludziach poharatanych psychicznie i fizycznie za młodu, którzy w dorosłym życiu postanowili walczyć o sprawiedliwość, o odważnych kobietach, które nie wyrzekły się wiary, ale wypowiedziały nieuzasadnione posłuszeństwo hierarchom pełnym hipokryzji. Kilkukrotnie niechlubną rolę gra tutaj papież Polak, zupełnie nie tak krystaliczny jak rodacy zwykli byli uważać. Rozważam powtórną lekturę Drobiazgi takie jak te Claire Keegan, w której rzecz się dzieje w pralni Magdalenek – mam wrażenie, że po przeczytaniu książki Abramowicz można znacznie głębiej zrozumieć tragiczność tej historii i to, że to tylko jedna z bardzo wielu. Dość wstrząsająca była to lektura, gdzie czytelnik nie dowierza i zadaje sobie mnóstwo pytań, ale wciąż nie może znaleźć wystarczająco dobrych odpowiedzi.

Komentarze