„Harry Potter and the Chamber of Secrets” J.K. Rowling

W ramach mojego sierpniowego czytania w obcych językach udało mi się powrócić do Harrego Pottera po tych mniej więcej 15 latach.

I powiem Wam, że chyba z Harrym to jest tak, że jeśli nie przeczyta się go do pewnego wieku, to zafascynowanie tą serią może nie do końca chwycić. Ja teraz z perspektywy czasu, własnych doświadczeń, wykrystalizowania się mojego charakteru i wielu innych rzeczy patrzę na pewne sprawy w tej historii z małym zgrzytem, a kiedyś całkowicie mi nie przeszkadzały.
 

  • Chociażby to, że Harremu i Ronowi zawsze wszystko uchodziło płazem. Złamali mnóstwo zasad, coś popsuli, coś nabroili, ktoś ucierpiał, no ale w końcu to była walka z siłami ciemności, więc 200 punktów dla Gryffindoru. Ale dla każdego z Was. Dlaczego akurat tyle? Bo tak.
  • Kolejna rzecz, czyli to że Slytherin to zło, tam są okropni ludzie, wredni i tak dalej. Ok, taki był zamysł na początku, żeby był jakiś główny antagonista, nie mogę się aż tak czepiać (choć po tym, gdy na pottermore tiara przydziału wybrała mi Slytherin, trochę bardziej się na to burzę). Ale słabe jest to, że – przynajmniej w tych dwóch pierwszych częściach, które sobie przypomniałam – tak zupełnie marginalizowane są pozostałe dwa domy. Pojawiają się jako tło, wypełniacz, jak akurat nie potrzeba antagonisty.
  • I może już ostatnia rzecz, bo nie chodzi tu o narzekactwo, ale o przemyślenia. Gdyby nie Hermiona, to prawie nic by się nie rozwiązało, Harry zginął by NAJPÓŹNIEJ pod koniec pierwszego tomu. I to tak naprawdę Hermiona jest tym głównym bohaterem, który ma pomysły, szuka rozwiązań, łączy wątki i naprowadza resztę na właściwą drogę. Ale ciągle trochę się z niej podśmiewują, że jest kujonem, siedzi w książkach, trzyma się sztywno zasad. Ale właśnie to ona najczęściej nie waha się łamać zasad, kiedy jest to naprawdę niezbędne. Tak, to Hermiona jest heroiną tego cyklu. Nawet leżąc w szpitalu skamieniała przez potwora, potrafiła pomóc chłopakom.
Także Harry Potter to naprawdę świetna seria i z wielką przyjemnością do niej wracam, tym razem po angielsku, ale tak jak wspominałam – ten cykl trzeba przeczytać do pewnego wieku, kiedy jest się nieco bardziej naiwnym i ma się znacznie mniej własnego doświadczenia życiowego.