„Migracje”, „Dziki, mroczny brzeg” Charlotte McConaghy
Obie książki autorki łączy niezbyt odległa wizja świata, w którym człowiek wyrządził środowisku tak wiele szkód, że globalne ocieplenie jest widoczne gołym okiem, zmiany klimatyczne nieodwracalne, a zwierzęta w dużej mierze wyginęły. Migracje po części były dla mnie rozczarowaniem, ponieważ nacisk został położony na historię głównej bohaterki, a nie na ginącą przyrodę. Była ona jedynie pretekstem do śledzenia dziwnych losów autodestrukcyjnej kobiety, która ciągnęła w dół wszystkich na swojej drodze. Odkryłam przynajmniej, że nie znoszę takich postaci – fikcyjnych czy rzeczywistych. Choć wcześniejszy tytuł mnie nieco zawiódł, to Dziki, mroczny brzeg sporo mi zrekompensował, bo choć osią fabuły jest rodzina mieszkający na wyspie na końcu świata i kobieta, którą przynosi sztorm, to jednak nie zabrakło miejsca dla przyrody. Sporo jest opisów zwierząt zamieszkujących wyspę, dzięki najmłodszemu bohaterowi dowiadujemy się sporo o lokatorach banku nasion, a wspomnienia kobiety uzmysławiają, jak niszczycielską siłą jest pożar w buszu. I choć końcówka wydała mi się pisana przesadnie pod potencjalne zekranizowanie, to uważam, że była to świetna lektura. Z wielką niecierpliwością wypatruję kolejnej książki autorki Kiedyś były tu wilki, która ma się ukazać już wkrótce.

Komentarze
Prześlij komentarz