„Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie” Terry Pratchett
W tym roku z okazji Dnia Kota sięgnęłam po książkę jednego z najsłynniejszych pisarzy fantastyki, która teoretycznie stworzona została dla młodszych czytelników. I choć nie jestem specjalistką od Terry'ego Pratchetta, bo czytałam do tej pory chyba tylko dwie jego książki, to mam wrażenie, że jednak humorem i poziomem absurdu nie różni się ona wiele od innych tytułów. To wariacja przede wszystkim na temat Flecisty z Hameln i Kota w butach, ale pojawiają się też luźne nawiązania czy drobne smaczki z innych dzieł. Głównym bohaterem oraz mózgiem operacyjnym nie do końca uczciwego procederu jest kot. Tytułowy Maurycy, podobnie jak szczury, potrafi mówić i myśleć, co miał zapewne nieco wspólnego z magicznymi odpadkami na śmietniku. Poza samą fabułą pojawia się też sporo wątków całkiem poważnych, choć ubranych w niepoważny kostium – refleksje na temat samoświadomości, sumienia, poczucia wspólnoty, chęci budowania wspólnych mitów i szukania bohaterów, rozważania o tym, co moralnie słuszne, czy wreszcie o tym, że czasami stare musi odejść, aby nowe pozwoliło pójść naprzód. A Maurycy, choć był cwany, zajmował się tym, czym zwykle zajmują się koty, czyli kierowaniem ludźmi i teoretycznie nie okazywał współczucia nikomu poza sobą samym, to ostatecznie był tym pozytywnym bohaterem z lekkim drwiącym uśmiechem na pyszczku. Była to naprawdę przednia rozrywka.

Komentarze
Prześlij komentarz