„Pieśni łaciatych krów” Łukasz Staniszewski

„Pieśni łaciatych krów” Łukasz Staniszewski | fot. Jeden akapit
Łukasz Staniszewski pisał już o Warmii w książce Małe Grozy, w której ujął mnie holistycznym ujęciem tej części Polski – wraz z kosmogonią i zmyśloną lokalną mitologią. W tym tytule zdecydowanie kontynuuje i rozwija warmiński realizm magiczny, tym razem jednak dzieje się to we wsi Skowycze i z bardziej wyczuwalną nutką humoru. A jest to humor dość specyficzny, bo niekiedy nieco wulgarny, podszyty rubasznością. Największą sympatię jednak, o dziwo, budzi główny (anty)bohater – jest on przedstawiony czytelnikowi jako zły, bezwzględny człowiek, który dostaje wysypki, gdy czyni dobro i chowa się przed chucią własnej żony w chlewie razem z wieprzkiem Szymonem. Dzieje się tu wiele nierzeczywistych rzeczy, jak wizyta w zaświatach, odwiedziny zmarłego ojca, zwierzęta przemawiające ludzkim głosem czy postać jajożera – warmińskiego diabła. Lektura ta ląduje w moich ulubionych polskich tytułach, zaś dalsze literackie poczynania autora będę śledzić z zainteresowaniem.

Komentarze