„Wegetarianka” Han Kang

Wegetarianka była naprawdę bardzo dziwną książką. Ponad tydzień od przeczytania wciąż nie wiem, co o niej myśleć.

Tytułowa bohaterka nigdy nie jest narratorką, mamy trzy części i trzy punkty widzenia – z perspektywy jej męża, szwagra, a w końcu starszej siostry. I każda z tych części jest w moim odczuciu innym etapem „rozwoju” bohaterki. Dla mnie to książka sprzeczności. Niby jest przesycona jest duchem proekologiczym, ale jednak widzimy, że bohaterka nie jest normalna ze swoimi poglądami. Z jednej strony mamy świat sztuki, pełen pięknych barw, patrzenie na świat oczami artysty, ale jednocześnie obleśną perwersję. A wreszcie jest kobieta, która całe życie poddaje się wszystkiemu, jest perfekcyjna i kobieta, która sprzeciwia się rodzinie i postanawia zostać... no właśnie. Kimś innym.


Na pewno był to intrygujący tytuł, przesycony symboliką, którą się czuje, ale którą ciężko czasami wyłapać. Myślę, że literatura z Korei Południowej, to coś z czym chętnie jeszcze bym się zetknęła.