„Kosmos” Witold Gombrowicz

„Kosmos” Witold Gombrowicz | fot. Jeden akapit
Kosmos jest absolutnie kosmiczny i to znacznie bardziej niż dość dziwny Transatlantyk. Trudno powiedzieć, o czym właściwie jest to książka, a posłowie też nie do końca pomaga. Początek jest o tyle niewinny, że dwóch studentów – w tym Gombrowicz – przyjeżdża do Zakopanego i zatrzymują się u pewnej rodziny na kwaterze. Ale wszystko zaczyna się udziwniać, bo jest powieszony wróbel, później patyk, następnie jakieś znaki, usta, warga – no cuda na kiju. I choć fabularnie coś tam się dzieje, to w ostatecznym rozrachunku nie ma to sensu, bo autor bardziej się skupia na pokazywaniu nam, że rzeczy są ze sobą powiązane i to często w taki sposób, który może nas doprowadzić do oczywistych (dla nas) wniosków. Mam wrażenie, że Gombrowicz przede wszystkim mówi o tym, że fakty są kwestią interpretacji i tego, co ostatecznie chcemy osiągnąć, a stwierdzeniem podsumowującym tę myśl powinno być „Przypadek? Nie sądzę”. 

Czy jednak jest to strawna literatura? W moim poczuciu – nie. Sama nie wiem, co o tym wszystkim sądzić, a zachwyty nad kunsztem Gombrowicza i pozytywne opinie na Goodreads (wystawiane przez osoby, które czytały Kosmos w przekładzie, więc już w ogóle kosmos), jeszcze bardziej mnie wbijają w poczucie niezrozumienia. I tak jak Transatlantyk przynajmniej mi brzmiał, był ciekawy dźwiękowo, to Kosmos w wersji audio bardziej ranił moje uszy, niż pozwalał na nowe doznania. Dziwna to książka!

Komentarze