„Czepiec” Katarína Kucbelová

„Czepiec” Katarína Kucbelová | fot. Jeden akapit
Autorka postanawia nauczyć się szyć tradycyjny šumiacki czepiec, czyli część stroju ludowego, którym zamężne kobiety zakrywają włosy. W tym celu jeździ do Niżnych Tatr do regionu u podnóża Kráľovej Hoľi, gdzie mieszka Iľka – starsza kobieta, która wciąż zajmuje się tą sztuką. I choć z jednej strony jest to opowieść o ocalaniu od zapomnienia części folkloru, to w dużej mierze to opowieść o starszej kobiecie, jej życiu, społeczności, w której mieszka i w której istotną częścią są Romowie. Przebija się też wiele o tym, jak chcemy postrzegać wieś i folklor, jak egzotyzujemy go, a jaki on jest naprawdę – czasami piękny, czasami nieco przaśny w miejskich kategoriach. „Tę wersję folkloru lubię, czepiec usztywniony bandażem, «tym sztywnym, nie tym elastycznym», jak zawsze dopowiada Iľka, i pocztówką z Jezusem, czepiec częściowo uszyty na maszynie, niedoskonały czepiec jak każdy inny, czepiec, na którym są ślady codzienności, resztek domowych tekstyliów, improwizacja przy użyciu tego, co jest dostępne, co jest pod ręką, bo jesteśmy w górach, w zapadłym miejscu kraju, który dla większości świata nie istnieje”.

I tak jak pisałam, przy okazji robienia czepca – informacji, jakich nitek używać, jakich kolorów, z czego ma być koronka – dowiadujemy się sporo o życiu kobiety i samej wsi, okolicy, w której żyje. „Może jest potomkiem Rumunów, właściwie Arumunów z wołoskiej kolonizacji, którzy przewieźli słowa valach, bryndza, salaš, fujara, bača, asymilowali się jako Rusini, przywieźli swój folklor i nauczyli miejscowych paść owce w górach, nie na nizinach, bo kiedyś owce wypasano też na Kráľovej Hoľi, Iľka mi mówiła, a jak za komunistów przestano i powstał park narodowy, szczyt zmniejszył się o trzy centymetry, bo wysechł, owce nie zjadają trawy i woda po pół roku spędzonym pod śniegiem spływa po położonych, wygładzonych kępach, nic jej nie zatrzymuje, nawet w śladach po owczych kopytkach nie tworzą się jeziorka”.

Pomysł na książkę uważam za jeden z ciekawszych, oryginalniejszych i – bardzo subtelnie – opowieść snuta przez Iľkę kojarzy mi się z „Żelarami” Květy Legátovej, dlatego zdecydowanie będę jeszcze nieraz wracać do niej myślami. Z pewnością jednak te wiejskie i niespieszne klimaty nie każdemu przypadną do gustu, bo historia układa się niespiesznieifragmentarycznie, bardziej przy okazji pracy przy czepcu, niż jako główna oś. Ale dla mnie ma to sporo uroku.