„Mała towarzyszka i dorośli” Leelo Tungal

„Mała towarzyszka i dorośli” Leelo Tungal | fot. Jeden akapit
Leelo Tungal to estońska autorka znana z książek dla dzieci i młodzieży. I choć w „Małej towarzyszce…” widzimy świat oczami 4-letniej dziewczynki, to jednak tym razem odbiorcą jest dorosły czytelnik. To po części autobiograficzna powieść, w której mała Leelo wraz ze swoją rodziną stawia czoło rzeczywistości czasów Estońskiej SRR, a jej mama została zabrana za zdradę radzieckiej ojczyzny. Leelo wraz z tatą próbują jakoś razem przetrwać, dziewczynka pomieszkuje też u różnych krewnych. Czytelnik nie tylko poznaje codzienność tamtych czasów, ale też wraz z małą towarzyszką próbuje co nieco zrozumieć z rozmów dorosłych. To kto jest ten zły? Dlaczego pewnych piosenek lepiej nie śpiewać? Czy warto mówić, że dziadek ma ukryty w szafie mundur, a tata medale? Dlaczego wszyscy się smucą, gdy wspomina się kogoś, kogo wywieźli na Sybir?

Z racji tego, że narratorką jest rezolutna kilkuletnia dziewczynka, autorka pokazuje nam ten skomplikowany świat, czasów bardzo trudnych dla krajów włączonych do republik radzieckich, w przystępny i często zabawny sposób. Dorosłym nie raz włos się na głowie jeży, gdy słyszą wypowiedzi Leelo sklecone z różnych zasłyszanych rozmów, których była mimowolnym uczestnikiem („– Enkawude? Robota Ruskich? – zapytałam rzeczowo, choć właściwie nie miałam pojęcia, co te wyrazy znaczą. Po prostu zauważyłam, że kiedy rozmawiano o poważnych sprawach, stwierdzano zwykle: „z enkawude nie ma żartów” albo „ach, to robota Ruskich!”). 

Świetnym uzupełnieniem powieści jest przytoczona na końcu biografia autorki, gdyż tam nie tylko jest więcej tła historycznego, ale też zwrócono uwagę na to, co nie do końca wybrzmiewa aż tak w samej książce – to, że autorka poniekąd dedykuje ją wszystkim, których bliscy i znajomi ucierpieli w trakcie reżimu, czyli praktycznie wszystkim estońskim (i nie tylko) rodzinom.

Mimo że mnie dziecięce spojrzenie na świat trochę męczyło i wolałabym niekiedy spojrzeć oczami osoby dorosłej, to jednak cieszę się, że książka została przetłumaczona. Daje ona wgląd w historię kraju, o którym wiemy niewiele – a szkoda, bo mamy pewną wspólnotę doświadczeń z nie tak odległej przeszłości.