„Rzeczy niewysłowione” Søren Gauger

„Rzeczy niewysłowione” Søren Gauger | fot. Jeden akapit
Śledzimy wyprawę, której celem jest zbadanie zachowań plemienia nieskażonego kulturą Zachodu – czyli marzenie każdego antropologa. Na tę wyprawę wybiera się bardzo zróżnicowana (charakterologicznie, jak i narodowościowo) grupa naukowców pod przewodnictwem doświadczonego badacza, którego uwiera nieco, że większość jego kolegów zakończyła już pracę w terenie i prowadzić jedynie badania gabinetowe, z fotela przy swoim biurku. Ta wyprawa ma być jednak inna, choć nikt nie spodziewał się, że w tak dużym stopniu.

Konstrukcja powieści jest poplątana, fabuła nie prowadzi nas linearnie, ale skacze, pokazując raz wydarzenia znacznie późniejsze, a niekiedy zupełnie początkowe. Z tego też powodu czytelnik dopiero na końcu jest w stanie poukładać sobie wszystko w ciąg przyczynowo-skutkowy, a to powoduje, że właściwie do ostatnich stron odkrywamy tajemnicę tej niezwykłej wyprawy.

Jeśli zaś chodzi o treść, to widzę tu przede wszystkim pokazanie ciemniejszej strony badań, w tym wypadku antropologicznych czy etnograficznych. Nie tylko pokazana jest pewna obłuda tego środowiska, to że nie zawsze najlepsi badacze awansują i stają się autorytetami, ale też to, jak niekiedy badacz może naginać fakty. Tutaj zresztą obserwowana grupa jest taką antyspołecznością czy społecznością w fazie schyłkowej, takim małym koszmarem antropologa – wygląda na to, że nie wyróżnia się absolutnie niczym, nie ma tradycji, nie ma praktycznie obrzędów, okazuje się, że kiedyś był u nich jakiś szaman, ale jak umarł, to już nikt nie przejął jego powinności... Niby razem z bohaterami obserwujemy prymitywną społeczność, ale tak naprawdę to naukowcy i ich wychodząca na pierwszy plan ludzka natura są ciekawym obiektem do zgłębienia.

Myślę, że jak na tak krótkie dzieło udało się autorowi stworzyć bardzo dobre podłoże do przemyśleń na wiele tematów. Z drugiej zaś strony, jest także wątek tajemnicy, który w pełni rozwiązuje się dopiero na końcu, co także zaliczyłabym na plus. Myślę, że zdecydowanie warto i teraz, gdy już wiem, jak fabularnie przedstawia się cała historia, chętnie przeczytałabym ten tytuł jeszcze raz, aby bardziej skupić się na tych drobnych smaczkach i zastanowić się nad (marną) kondycją ludzką.


Jeśli interesujesz się literatura antropologiczna, przeczytaj mój wpis o powieści Euforia Lily King, gdyż tam wspominam również o dwóch tekstach – Płeć i charakter Margaret Mead oraz Wzory kultury Ruth Benedict >

Komentarze

Zapisz się na subskrypcję mailową, aby nie przegapić kolejnych tekstów