„Wiosenna noc” Tarjei Vesaas

„Wiosenna noc” Tarjei Vesaas | fot. Jeden akapit
Rodzice Hallsteina i Sissel wyjechali i wrócą dopiero następnego dnia. Prawie dorosła dziewczyna i nastoletni chłopiec zostali sami i czują się w pewien sposób wolni, mogą robić, co im się żywnie podoba. Wieczorem jednak do ich domu na uboczu ktoś puka – to rodzina, której zepsuł się samochód, a do tego młoda kobieta ma bóle porodowe. Rodzeństwo nie ma wyjścia i przyjmuje pod swój dach tę dziwną gromadę, na którą składa się młoda para, młodsza siostra mężczyzny oraz ich ojciec i macocha, która nie chodzi, a w czasie jazdy przestała także mówić – choć jak się okazuje tylko pozornie. Hallstein zostaje wraz z siostrą wmieszany w ich dziwne, niedopowiedziane sprawy, niesnaski, żale.

Przyznam, że niestety niewiele wyniosłam z tej książki – niezbyt dużo z niej wyczytałam. Jedyne co przyszło mi do głowy w kwestii jakiejś mniej powierzchownej interpretacji tego tekstu, to pewnego rodzaju przejście, inicjacja Hallsteina, z wieku dziecięcego (gdy chciał po prostu wykrzyczeć, że dużo wie i dużo może, tylko dlatego że w pobliżu nie ma rodziców) do dorosłości, gdy poznał obcą rodzinę, z jej problemami, a także w ciągu jednej wiosennej nocy widział narodziny i śmierć. Zamysł autora i ostateczny sens tego tekstu są mi jednak nieznane i w moim odczuciu odbiega on znacząco siłą rażenia od dwóch innych jego książek – Pałacu lodowego oraz Domu w ciemności – które czytałam.

Komentarze